Jesień to czas niezwykłej przemiany w lesie. Drzewa, które przez całe lato karmiły się słońcem, zaczynają przygotowywać się do zimowego odpoczynku. Ich liście zmieniają barwy – z zieleni przechodzą w złoto, czerwień, pomarańcz i brąz. Ale wbrew pozorom, to nie czary – to biologia w najpiękniejszej formie!
Zielony kolor liści pochodzi z chlorofilu – barwnika, dzięki któremu rośliny przeprowadzają fotosyntezę, czyli zamieniają światło słoneczne w energię. Kiedy dni stają się krótsze, a noce chłodniejsze, drzewa zaczynają „ściągać” z liści cenne składniki – w tym właśnie chlorofil – z powrotem do pnia i korzeni. Robią to po to, by przetrwać zimę i wykorzystać zapasy wiosną, gdy znów ruszy wegetacja.
Wraz ze znikaniem chlorofilu, na powierzchnię liści wychodzą inne barwniki, które przez cały rok były w nich ukryte: karotenoidy – nadają liściom kolor żółty i pomarańczowy; antocyjany – tworzą czerwienie i purpury, garbniki – odpowiadają za ciepłe, brązowe odcienie.
To właśnie ich gra tworzy jesienny pejzaż, który zachwyca intensywnością i różnorodnością barw. Każdy gatunek drzewa ma swój własny „kolorowy podpis”: brzozy żółkną, dęby brązowieją, klony czerwienieją, a buki złocą się jak ogień. Ale barwy to dopiero początek zmian – drzewa przygotowują się do kolejnego etapu: zrzucenia liści.
Kiedy chlorofil zostaje całkowicie rozłożony, a transport substancji odżywczych z liści do pnia ustaje, pomiędzy liściem a gałązką powstaje tzw. warstwa odcinająca. To cienka tkanka, która stopniowo odcina liść od rośliny – najpierw przestaje płynąć woda, potem składniki odżywcze. W końcu liść odrywa się i spada na ziemię, tworząc miękki, kolorowy dywan.
To proces w pełni naturalny i bardzo potrzebny. Zrzucenie liści to sposób drzew na przetrwanie zimy – bez liści roślina ogranicza parowanie wody, której w zmarzniętej glebie i tak nie mogłaby pobrać. Dzięki temu drzewo nie wysycha, nie przemarznie i spokojnie doczeka wiosny.
I tak właśnie kończy się jesienny spektakl barw – nie smutnym końcem, ale cichym przygotowaniem do nowego początku. Bo gdy wiosną znów pojawi się słońce, drzewo obudzi się do życia, a jego pąki otworzą się świeżą zielenią – pełną nowego chlorofilu i energii.
autor: Katarzyna Dudek/Łowczy Okręgowy Zarządu Okręgowego Polskiego Związku Łowieckiego w Ciechanowie
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Ściąganie chlorofilu do pnia? Zbyt duży skrót myślowy. Przecież on się rozpada w chloroplastach, a roślina ponownie wykorzystuje częściowo jego bezbarwne metabolity do ponownej jego syntezy wiosną. Jakby chlorofil był ściągany na zimę, to wnętrza pni drzew ściętych zimą miałyby zielony odcień.
Ściąganie chlorofilu do pnia? Zbyt duży skrót myślowy. Przecież on się rozpada w chloroplastach, a roślina ponownie wykorzystuje częściowo jego bezbarwne metabolity do ponownej jego syntezy wiosną. Jakby chlorofil był ściągany na zimę, to wnętrza pni drzew ściętych zimą miałyby zielony odcień.