Żandarmeria Wojskowa zakończyła postępowanie w sprawie drona, który w połowie grudnia w gminie Regimin spadł na prywatny dom.
Przypomnijmy, do tego zdarzenia doszło 15 grudnia wieczorem. Dron spadł na posesję w Lekowie. Nie spowodował zniszczeń. Nikomu nic się nie stało. Jak się okazało, mały dron rozpoznawczy należał do warszawskiej jednostki GROM, która w okolicy Ciechanowa prowadziła ćwiczenia wojskowe. Zespół dochodzeniowo-śledczy ustalał, czy była to usterka techniczna, czy błąd operatora. Sprawą zajmowała się m.in. Żandarmeria Wojskowa.
- Z naszych ustaleń wynika, że w tym przypadku mieliśmy do czynienia z usterką sprzętową. Z tego powodu dron w sposób niekontrolowany upadł na prywatną posesję. Do tego zdarzenia nie doszło z winy operatora – zapewnia nasz portal major Tomasz Wiktorowicz, rzecznik Prasowy Mazowieckiego Oddziału Żandarmerii Wojskowej w Warszawie.
Jako, że w tej sprawie pojawiały się sprzeczne informacje, nasz rozmówca wyjaśnia, że dron spadł wówczas na dach domu, powodując niewielkie wygięcie elementu blachodachówki w tym miejscu, po czym zsunął się na daszek werandy.
Dron w Lekowie nie wyrządził poważnych szkód, bo było to nieduże urządzenie ćwiczebne. Sprawa odbiła się jednak szerokim echem, bo do zdarzenia doszło kilka tygodni tym, gdy kilkanaście rosyjskich dronów naruszyło polską przestrzeń powietrzną. Tym razem okazało się jednak, że dron należał do Wojska Polskiego.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Przeprosili i naprawili szkodę?
Nie
A co ustalili po wigili w Ciechanowie?
A gdzie (niedo) rzecznik znaleźli dodzwonili się? Gamonie w wojsku nie wiedzą że coś zgubili.
Przeprosili i naprawili szkodę?
Nie
A co ustalili po wigili w Ciechanowie?