:-( Wygląda na to że masz Adblocka. Utrzymujemy się z reklam żeby móc dostarczyć Ci wiadomości z Twojego regionu za które nie musisz płacić, czy mógłbyś rozważyć jego wyłączenie?
PILNE

Trener MKS-u po dymisji: "Tym razem już na pewno nie wrócę" (wywiad)

Wywiady, Trener dymisji razem pewno wrócę (wywiad) - zdjęcie, fotografia

Choć wiele osób w to nie wierzyło, MKS Ciechanów walczył do końca i rzutem na taśmę zdołał utrzymać się w IV lidze. Mimo to jeden z głównych architektów tego sukcesu - trener Paweł Mazurkiewicz, postanowił definitywnie zakończyć współpracę z drużyną seniorów.

O powodach swojej decyzji, nie tylko tych sportowych, a także sytuacji ciechanowskiej piłki i planach na przyszłość opowiedział w rozmowie z naszym portalem:

CiechanówInaczej.pl: Zacznijmy od tego, co wydarzyło się zaraz po sezonie, a co dla wielu osób było dużym zaskoczeniem. Dlaczego pomimo osiągnięcia celu, jakim było utrzymanie drużyny w IV lidze, podjął Pan decyzję o rezygnacji z dalszego prowadzenia zespołu?

Paweł Mazurkiewicz: - Wyjaśnię to w ten sposób: decyzja o mojej pierwszej rezygnacji na początku sezonu była podjęta pod wpływem emocji: przegranego meczu, nawarstwienia się odejścia zawodników itp. Tym razem jest to decyzja głęboko przemyślana, podjęta z czystym sumieniem, z którą nosiłem się już od dłuższego czasu. Bez względu na to, co by się stało na koniec sezonu, postanowiłem przede wszystkim dla dobra tej drużyny, ale także własnego, oddać zespół w ręce kogoś innego. Być może nowy trener będzie miał inne pomysły na prowadzenie zespołu, który dzięki temu pójdzie do przodu. Moja decyzja nie była spowodowana wynikami, a bardziej obserwacją tego, co dzieje się na treningach, jak zawodnicy reagują na moje bodźce. A reagowali po prostu coraz rzadziej, coraz słabiej i nie wszystko wyglądało na zajęciach tak, jak ja bym sobie tego życzył. Poza tym powtarzał się ten sam problem, czyli niska frekwencja na treningach. Dla przykładu mogę podać, że rok temu mniej więcej o tej porze, mimo słabej rundy, na zajęciach pojawiało się 18-20 osób. Teraz ta liczba oscyluje w granicach 12-13 zawodników. Odebrałem to jako sygnał od drużyny, że już po prostu wystarczy.

To były Pańskie odczucia, czy też docierały do Pana jakieś sugestie ze strony zawodników, że pora zakończyć współpracę?

- Nie, to ja tak to wszystko odbieram. Ze strony drużyny w żadnych rozmowach nie było negatywnych sygnałów. Wręcz po ogłoszeniu mojej decyzji wszyscy piłkarze byli bardzo zaskoczeni moim odejściem. To moje odczucia i przemyślenia, po prostu nie do końca byłem zadowolony z pracy, jaką wykonywaliśmy na treningach. Krótko mówiąc nie wyglądała ona tak, jak ja tego chciałem. Może ktoś nowy sprawi, że niektórzy piłkarze będą grać dużo lepiej, bo wiem że ich na to stać. Nie chcę jednak wymieniać nazwisk. Być może nowy trener znajdzie sposób na to, by MKS Ciechanów grał lepiej i plasował się w górnej części tabeli IV ligi.

A nie było tak, że decyzję o rezygnacji podjął już Pan w ubiegłym roku, niedługo po tym jak ponownie objął stery w MKS-ie. Tak, aby pomóc zespołowi tylko do końca sezonu. Obaj wiemy, że wówczas ta decyzja była bardziej spowodowana oczekiwaniami zarządu i drużyny i nie do końca był Pan przekonany, co do jej słuszności.

- Po pierwszych meczach po moim powrocie byłem niezdecydowany, co robić dalej. Myśli były różne, także takie, by dociągnąć tylko do końca rundy. To jednak wyglądałoby niepoważnie, dlatego zacisnąłem zęby i postanowiłem zgodnie z daną obietnicą pozostać do końca sezonu. Chcę po prostu, żeby drużyna zyskała nowe bodźce. Może nowy trener, nowe metody treningowe, nowy sposób komunikacji wpłynie na zawodników pozytywnie. Moim zdaniem obecnie nie jestem w stanie z tą kadrą osobową niczego więcej osiągnąć.

Gdybyście nie utrzymali się jednak w lidze, ta decyzja byłaby taka sama? Pytam, ponieważ podczas naszej rozmowy po rundzie jesiennej powiedział Pan, że w przypadku degradacji, "razem spróbujecie wszystko odbudować".

- To były słowa raczej na wtedy, odnoszące się do ówczesnej sytuacji. Decyzję podjąłem miesiąc temu i co by się nie stało na koniec sezonu, była ona ostateczna i nieodwołalna.

Czy powody, o których Pan już wspomniał, były jedynymi, dla których zrezygnował Pan z pracy, czy pojawiły się też względy, nazwijmy je pozasportowe?

- Nie będę ukrywał, że głównym aspektem mojego powrotu we wrześniu były sprawy organizacyjne, które wymagały i wymagają poprawy. Mam na myśli m.in. pracę trenerów czy organizację całego klubu. Nie ukrywam również, że na moją rezygnację wpłynęły także sprawy finansowe, a w zasadzie brak tych finansów. Umawialiśmy się przy moim powrocie na ławkę, że jednym z warunków do dalszej współpracy będzie regularność w wypłatach. Ze strony zarządu ten warunek nie był realizowany.

I nie jest realizowany do tej pory?

- Przyznam, że na tę chwilę akurat zaległości są niewielkie, bo sięgają dwóch miesięcy. Jak na MKS Ciechanów to naprawdę są skromne (śmieje się).

Pojawiają się głosy, że latem z drużyny może odejść kilku podstawowych zawodników. Czy docierają do Pana takie sygnały i czy to też w jakiś sposób wpłynęło na Pańską decyzję?

- Z tego co wiem, na dziś dwóch tegorocznych maturzystów z naszego zespołu już zadeklarowało chęć odejścia. Jeden chce iść na studia, natomiast drugi czuje się na siłach, by szukać sobie klubu w wyższej lidze. Co do pozostałych zawodników, to póki co nikt inny nie deklarował odejścia. Zresztą ja też się o to nie dopytywałem, mając świadomość że moja praca dobiega końca.

W jakim stanie, w Pana subiektywnej ocenie, pozostawia Pan drużynę po trzech latach wspólnej pracy?

- Przez ten czas przewinęło się wielu piłkarzy. Ja jestem zadowolony przede wszystkim z tego, że jest dużo młodzieżowców, którzy zrobili postęp. Mam tu na myśli chociażby Marcina Borowca, Konrada Tereszkiewicza, Adama Olszewskiego, Mateusza Matusiaka, Bartka Mroczka, mimo że już nie ma go z nami od roku, ale bardzo miło go wspominam. Dodam też Damiana Matusiaka, o którym jeszcze kilka lat temu nikt nie pomyślałby, że regularnie będzie strzelał około 20 bramek w sezonie. Myślę, że ta grupa młodych zawodników czegoś się ode mnie nauczyła. Ale nie tylko, także doświadczeni zawodnicy, jak Rafał Matusiak czy Przemek Radulski, podkreślają, że sporo zyskali na naszej współpracy. Ostatnio też Bartek Karczewski, który gra z nami od roku, przyznał, że pobyt w Ciechanowie dał mu bardzo dużo. Myślę, że na dziś nowy trener będzie miał sporo pracy, jednak na pewno zastanie jakieś fundamenty. Mnie natomiast cieszą najbardziej indywidualne postępy naszej młodzieży.

A co Panu jako trenerowi dała trzyletnia praca z zespołem seniorów?

- Zszarpane nerwy ... (śmieje się). Na pewno zyskałem ogromny bagaż doświadczeń. Widzę też zmiany w swoim zachowaniu, chociażby w trakcie meczów. Nie reagowałem już tak impulsywnie, jak na początku. W Ciechanowie nie jest łatwo być trenerem seniorów. Generalnie muszę przyznać, że w ciechanowskiej piłce nie pracuje się łatwo. Nie mogłem chociażby pozwolić sobie na to, by mieć w drużynie takich piłkarzy, jakich chciałem. Były tylko dwa wyjątki, czyli Bartek Karczewski i Błażej Kokosiński. To były jedyne dwa życzenia, jakie udało się spełnić w ciągu trzech lat pracy. Na pewno nie zniechęciłem się do pracy z seniorami, jednak potrzebuję odpoczynku, zwłaszcza psychicznego. Mimo to myślę, że po kilku miesiącach zacznę się rozglądać za możliwością podjęcia pracy w innym klubie, żeby po prostu się sprawdzić w innym otoczeniu.

Co jeśli za kilka miesięcy okaże się, że MKS znów jest na dnie tabeli, zaczynają się poszukiwania trenera i znów pada propozycja, by został Pan szkoleniowcem seniorów, to ...?

- Absolutnie, nie zakładam takiej możliwości. To nawet wyglądałoby już niepoważnie w oczach opinii publicznej. Nie sądzę też, żeby zarządowi przyszedł do głowy taki pomysł. Ale kto wie, może za kilka lat taki powrót będzie możliwy. Na teraz dopuszczam pracę z seniorami wyłącznie w innym otoczeniu. A jeśli się nie uda, to i tak mam co robić. Prowadzę grupę juniorów, mam dużo innych zajęć, także na pewno nie będę się nudził.

W ciągu trzech lat pracy z drużyną MKS-u każdy sezon przynosił Wam coś nowego. Pierwszy to budowa drużyny i awans do IV ligi, drugi to rewelacyjna runda jesienna w roli beniaminka i później dużo słabsza gra wiosną, i wreszcie ostatni sezon to walka do samego końca o utrzymanie. Które z wydarzeń z tych trzech lat sprawiło Panu największą radość, a także co stanowiło największe wyzwanie?

- Rzeczywiście, te trzy lata przyniosły mnóstwo rozmaitych doświadczeń. To nie były sezony nijakie, gdzie gralibyśmy w środku tabeli. W każdym z tych sezonów coś się działo. Największą satysfakcję sprawił mi mimo wszystko ten ostatni sezon. Zarazem było to największe wyzwanie. Gdybyśmy zaraz po awansie z okręgówki zajęli miejsce w dolnych rejonach tabeli, a nawet spadli, to nikt pewnie nie miałby do nas większych pretensji. Teraz było inaczej. To był bardzo ciężki sezon, który bardzo dużo mnie nauczył, zwłaszcza cierpliwości. Zyskałem m.in. tę umiejętność, by nie reagować nerwowo nie tylko na to, co dzieje się na boisku, ale także na rzeczy poza nim, które dzieją się w ciągu tygodnia, by nie podejmować też gwałtownych decyzji. Mam nadzieję, że w przyszłości to zaprocentuje w mojej pracy.

Mimo rozstania z drużyną seniorów nadal pozostaje Pan pracownikiem klubu, jako trener grup młodzieżowych. Doszły mnie jednak słuchy, że otrzymał Pan propozycję wejścia w skład zarządu klubu. Czy możemy coś więcej na ten temat powiedzieć?

- Na pewno będę kontynuował swoją pracę z młodzieżą, natomiast jeśli chodzi o wejście do zarządu, to ten temat raczej nie jest już aktualny. Rzeczywiście były takie rozmowy z Panem Markiem Łebkowski, wobec którego mam spory dług wdzięczności po tym, jak pomagał mi zarówno przy drużynie młodzieżowej jak i pierwszym zespole. Uważam jednak, że chciałbym się zająć tym, co potrafię najlepiej, czyli trenowaniem. Nie chciałbym wchodzić do zarządu, gdzie miałem pełnić osoby koordynującej wszystkie grupy młodzieżowe. Po przemyśleniu tej propozycji doszedłem do wniosku, że jednak jej nie przyjmę i nadal będę zajmował się trenowaniem. A wspomniany dług wdzięczności postaram się spłacić w inny sposób.

A czy uczestniczy Pan w jakiś sposób w poszukiwaniach nowego trenera seniorów? Nie jest tajemnicą, że w klubie wszyscy liczą się z Pańskim zdaniem, najlepiej też zna Pan drużynę, więc jakiś sposób doradzania w tej sprawie byłby naturalnym krokiem.

- Tak, przedstawiłem zarządowi dwie propozycje i z tego, co wiem, to już są prowadzone rozmowy z tymi osobami. Myślę, że nowy trener powinien być osobą, która już zna ten zespół. W okresie letnich przygotowań nie ma tak naprawdę czasu na poznawanie drużyny. Dlatego uważam, że powinien to być trener stąd, który już widział zespół w akcji, bywał na meczach. Jeżeli przyjdzie ktoś z zewnątrz, to pierwsza runda może być naprawdę ciężka. A nie chciałbym, żeby przeżywał to samo, co ja przeżywałem. Ale jaka będzie ostateczna decyzja zarządu, to w tej chwili nie jestem w stanie powiedzieć.

Cały czas słyszymy narzekania kibiców na poziom ciechanowskiej piłki. Abstrahując od tego, kto rządzi klubem oraz miastem, co z Pańskich obserwacji i doświadczenia musiałoby się stać, by drużyna seniorów mogła spokojnie grać chociażby na poziomie trzeciej ligi, który wydaje się być minimum dla takiego miasta jak Ciechanów?

- Przede wszystkim potrzeba większych nakładów finansowych, to nie jest żadna tajemnica, że w drużynie seniorów tych pieniędzy bardzo brakuje. Jednocześnie dodałbym do tego lepszą pracę grup młodzieżowych. Wszyscy mówią, że w piłce młodzieżowej nie patrzymy na wyniki, a skupiamy się na szkoleniu. Prawda jest jednak taka, że jeśli to szkolenie jest dobre, to wyniki przychodzą same. Kilkakrotnie już to powtarzałem: są sytuacje, kiedy junior przychodzi na trening z zespołem seniorów i jego trzeba wielu rzeczy uczyć. Nie doskonalić, ale po prostu nauczać. Trzeba poprawić właśnie ten aspekt, żeby chłopak w wieku 16-17 lat, który dostaje szansę gry w pierwszym zespole, nie był osłabieniem, tylko wzmocnieniem. Oczywiście do tego trzeba też talentu oraz charakteru, z którym wśród obecnej młodzieży bywa różnie.

A propos finansów: Pan przez trzy lata prowadził zespół, którego zawodnicy nie pobierali żadnych wynagrodzeń, czyli krótko mówiąc w przypadku jakiejkolwiek niesubordynacji, nie było nad nimi żadnego "bata" w postaci kar finansowych właśnie. Wasza współpraca mogła tylko polegać i polegała na wzajemnym zaufaniu. Czy Pana zdaniem taka formuła może sprawdzić się z kimś innym na ławce?

- Mi było o tyle łatwiej, że z częścią zawodników grałem jeszcze na boisku, byłem kapitanem zarówno tu w Ciechanowie jak i podczas pobytu w Przasnyszu, więc w ten sposób zbudowałem sobie u nich autorytet. Natomiast ciężko jest kierować zespołem, kiedy nie ma się tych środków nacisku, dlatego tym bardziej nowy szkoleniowiec powinien być stąd, bo wtedy są większe szanse, że szybko znajdzie wspólny język z zawodnikami. Tym bardziej, że drużyna nie jest wcale łatwa do prowadzenia. Niejednokrotnie słyszałem od trenerów innych zespołów czy osób z zewnątrz, że z tą grupą ludzi praca nie musi był łatwa, bo rzeczywiście jest w niej mieszanka przeróżnych charakterów.

To już na zakończenie, kiedy patrzy Pan na te ostatnie trzy lata, jakie wydarzenie, może mecz, najbardziej utkwił Panu w pamięci?

- Bardzo miło wspominam mecz w Ciechanowie z Przasnyszem, zakończony hokejowym wynikiem 5:4. Myślę, że był to mecz, który mógł podobać się kibicom. A dla mnie miał oczywiście swoje podteksty i znaczenie, bo gdzieś w sercu miałem MKS Przasnysz i wtedy udało mi się z nimi wygrać. Tym bardziej, że później już nie zdołałem tego powtórzyć (śmieje się). To było fajne przeżycie, zarówno na trybunach jak i boisku było dużo moich znajomych i myślę, że udowodniliśmy wtedy, że drużyna budowana jeszcze w okręgówce, może sobie poradzić z każdym także w IV lidze.

Dziękuję za rozmowę.

Reklama

Trener MKS-u po dymisji: "Tym razem już na pewno nie wrócę" (wywiad) komentarze opinie

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.




Reklama

Ogłoszenia PREMIUM

Chcesz coś sprzedać lub kupić, oferujesz usługi, szukasz pracownika lub pracy?

Dodaj swoje drobne ogłoszenie w naszym serwisie. Zapraszamy!

Dodaj ogłoszenie
Reklama
 Reklama

25 maja 2018 roku weszło w życie Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 roku tzw. RODO. Nowe prawo nakłada na nas obowiązek uzyskania Twojej zgody na przetwarzanie przez nas danych osobowych w plikach cookies

Oświadczam, iż zapoznałem sie z Polityką prywatności i zgadzam się na zapisywanie i przechowywanie w mojej przeglądarce internetowej tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie zaszyfrowanych w nich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania z innych stron internetowych, serwisów oraz parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych, w tym na profilowanie i w celach analitycznych przez ciechanowinaczej.pl, oraz ZAUFANYCH PARTNERÓW.

Administratorzy danych / Podmioty którym powierzenie przetwarzania powierzono

R4BC PL SP Z O O z siedzibą w Ciechanów 06-400, Plac Tadeusza Kościuszki 13a lok.7

Cele przetwarzania danych

1.marketing, w tym profilowanie i cele analityczne
2.świadczenie usług drogą elektroniczną
3.dopasowanie treści stron internetowych do preferencji i zainteresowań
4.wykrywanie botów i nadużyć w usługach
5.pomiary statystyczne i udoskonalenie usług (cele analityczne)


Podstawy prawne przetwarzania danych


1.marketing, w tym profilowanie oraz cele analityczne – zgoda
2.świadczenie usług drogą elektroniczną - niezbędność danych do świadczenia usługi
3.pozostałe cele - uzasadniony interes administratora danych


Odbiorcy danych

Podmioty przetwarzające dane na zlecenie administratora danych, w tym podmioty ZAUFANI PARTNERZY, agencje marketingowe oraz podmioty uprawnione do uzyskania danych na podstawie obowiązującego prawa.

Prawa osoby, której dane dotyczą

Prawo żądania sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania danych; prawo wycofania zgody na przetwarzanie danych osobowych. Inne prawa osoby, której dane dotyczą.

Informacje dodatkowe

Więcej o zasadach przetwarzania danych w "Polityce prywatności"