:-( Wygląda na to że masz Adblocka. Utrzymujemy się z reklam żeby móc dostarczyć Ci wiadomości z Twojego regionu za które nie musisz płacić, czy mógłbyś rozważyć jego wyłączenie?
PILNE

"Mamy jeden cel - utrzymać się w lidze" - wywiad z trenerem MKS Ciechanów

Wywiady, jeden utrzymać lidze wywiad trenerem Ciechanów - zdjęcie, fotografia

MKS Ciechanów ma za sobą bardzo słabą rundę jesienną. Piłkarze w 17 meczach wywalczyli zaledwie 10 punktów i spędzą zimę jako przedostatnia drużyna IV ligi. Skąd taki regres formy, co w grze ciechanowian wymaga natychmiastowej poprawy i czy w ogóle wierzą jeszcze w utrzymanie? Między innymi na te tematy rozmawialiśmy z trenerem MKS - Pawłem Mazurkiewiczem.


CiechanówInaczej.pl: Zanim przejdziemy do rozmowy na temat do rundy jesiennej, to zapytam o inną rzecz. Od zakończenia rozgrywek minęły już ponad dwa tygodnie, na dworze panują minusowe temperatury, a Wy nadal trenujecie i gracie sparingi. To jakaś kara dla zawodników za wyniki z jesieni czy bijecie rekord na najdłuższe przygotowania do wiosny?


Paweł Mazurkiewicz - (śmieje się) Nic z tego. Po prostu z doświadczenia wiem, że zawodnicy średnio dbają o siebie w czasie przerwy między rozgrywkami. Zawsze jestem za tym, żeby poruszać się jak najdłużej. Mamy ku temu warunki, nie zalega śnieg na boiskach, a piłkarze w większości chętnie przychodzą na takie zajęcia. Także jestem po prostu za tym, żeby ta przerwa między rundami trwała maksymalnie trzy tygodnie. Wtedy zawodnicy mają do zrzucenia jak najmniej kilogramów. Teraz to jest bardziej forma rekreacji. Po krótkiej rozgrzewce, gramy mniej więcej godzinę i rozchodzimy się do domów. Widzę, że wszystkim takie zajęcia sprawiają przyjemność.


Przejdźmy zatem do tego, co wydarzyło się jesienią. Przed naszym spotkaniem przeczytałem sobie wywiad, jaki przeprowadziliśmy w sierpniu i tam użył Pan takie stwierdzenia, wiedząc już o wszystkich osłabieniach drużyny, że potencjał tej kadry, jaka została, powinien pozwolić na zdobycie w jednej rundzie około 25 punktów. Teraz patrzymy w tabelę i tych punktów jest 10. W jaki można to wytłumaczyć?


- Powiem w ten sposób: w trakcie rundy było kilka takich wydarzeń, które zwyczajnie dały nam po głowie. Pierwsza rzecz, to w pewnym momencie mi zabrakło do tego wszystkiego cierpliwości i sam zrezygnowałem, nie widząc już po tych pięciu kolejkach szans na zrobienie czegoś pozytywnego z tą drużyną, która została. Później kolejnym problemem stała się liczba czerwonych kartek. W sumie dostaliśmy ich osiem, co jak policzyłem jest największą liczbą ze wszystkich drużyn. Kadra i tak była już wąska, a dodatkowe zawieszenia zawodników tylko pogarszały sytuację. Dużo też było głupio straconych punktów, chociażby mecz z Wołominem, kiedy straciliśmy zwycięstwo w ostatnich sekundach. No i trzecie wydarzenie to sytuacja z walkowerem. Na boisku wywalczyliśmy 13 punktów, a trzy zostały nam odebrane. Przyznam szczerze, że przed złożeniem rezygnacji, zaraz po meczu z Ostrovią, w rozmowie z zarządem powiedziałem, że w tym składzie osobowym drużyna zdobędzie 10 punktów i moje ambicje tego po prostu nie akceptują. Poza tym jeszcze w trakcie rundy z gry w drużynie zrezygnował Mateusz Hutkowski. Była to dziwna sytuacja, ponieważ poczyniliśmy starania by pomóc mu znaleźć pracę, natomiast on odszedł od nas tak naprawdę paląc mosty. Poinformował nas o wszystkim przez smsa, mając do tego pretensje, że w klubie nikt mu nie pomaga, a on nie chce w takiej sytuacji ryzykować zdrowia. To też była dla nas duża strata, ponieważ Mateusz był bardzo ważnym ogniwem zespołu.


Wróćmy na chwilę do roszad na ławce trenerskiej, o których Pan wspomniał. Zaraz po odejściu w rozmowie z naszym portalem mówił Pan, że decyzja spowodowana jest m.in. brakiem pomysłu na funkcjonowanie drużyny, chęcią odpoczynku od piłki seniorskiej itp,, a jednak po około miesiącu wrócił Pan na ławkę trenerską MKS. Oglądając z boku całą sytuację odniosłem wrażenie, że decyzja o powrocie była bardziej spowodowana brakiem asertywności w tej konkretnej sytuacji niż faktyczną chęcią ponownego przejęcia sterów. W tym sensie, że wiele osób oczekiwało Pańskiego powrotu, Pan też widział, że klub nie jest w stanie nikogo znaleźć i stąd decyzja, żeby jednak w trudnej sytuacji pomóc, mimo braku przekonania w sens takiej decyzji. Mam rację czy też wyprowadzi mnie Pan z błędu?


- Jest w tym sporo prawdy, ponieważ nie byłem do końca pewien, czy wrócić. W poniedziałek otrzymałem pierwszą propozycję i kategorycznie odmówiłem. We wtorek otrzymałem z kolei telefon od działaczy i kibiców, później dzwonili też sami zawodnicy. Widząc, co się dzieje i jak sytuacja drużyny się pogarsza, podjąłem bardzo trudną decyzję, że jednak wracam, mimo że zdawałem sobie sprawę, z czym będzie się to wiązało. Także zgodzę się z tym, że nie do końca byłem przekonany do tego powrotu. Zresztą teraz również różne myśli pojawiają się w głowie, czy podjąłem dobrą decyzję. Mogę jednak zapewnić, że bez względu na to, co się wydarzy, do końca sezonu na pewno zostanę. Tak umówiłem się z zarządem klubu. A jeśli spełni się czarny scenariusz, czyli spadniemy z ligi, to wspólnie postaramy się wszystko jak najszybciej odbudować.


Z tego co się orientuję, jednym z warunków, jakie postawił Pan wracając na ławkę, było uporządkowanie przez klub pewnych spraw organizacyjnych. Czy te postulaty zostały spełnione?


- To prawda, była rozmowa na ten temat. Chciałem m.in. spotkać się z trenerami wszystkich grup młodzieżowych i porozmawiać na temat spraw właśnie organizacyjnych i szkoleniowych. Momentami jestem po prostu bardzo zniesmaczony zachowaniem niektórych osób. Kiedyś Pan Zbyszek Muziński, jeszcze jako trener seniorów, powiedział, że nie może być takiej sytuacji w klubie na poziomie IV ligi, że do drużyny seniorów przychodzi 16-latek i ma ogromne braki w wyszkoleniu. I te słowa zapadły mi w pamięć. Ja uważam, że zawodnik w takim wieku, jeśli dostaje szansę gry z seniorami, to po pierwsze powinien traktować to jako wyróżnienie, a po drugie mieć takie umiejętności, które pozwolą mu wejść na boisko na 15-20 minut i nie osłabi drużyny. W naszej drużynie juniorskiej jest zaledwie dwóch-trzech zawodników, których na dziś mogę powołać do seniorów i oni dadzą sobie jakoś radę. Poza tym bardzo niepokoiła mnie także sytuacja organizacyjna wśród pozostałych trenerów. Było często tak, że seniorzy rozpoczynając trening, musieli sprzątać boisko po grupach młodzieżowych, np. znosić bramki. I właśnie dążyłem do tego, żeby zapanował porządek zarówno organizacyjny jak i sportowy. Doszło do spotkania, zapadły pewne ustalenia i mogę powiedzieć, że w kwestiach organizacyjnych coś drgnęło i trenerzy się pilnują. A sprawy szkoleniowe ciężko w tej chwili ocenić.


Czas na pytania stricte piłkarskie, odnośnie ostatnich miesięcy. Patrząc na Wasze mecze w rundzie jesiennej, znaczna ich część miała bardzo podobny scenariusz: wychodziliście na boisko zmotywowani, w pierwszych minutach stwarzaliście sobie dogodne sytuacje, w których raziliście jednak nieskutecznością, a po chwili przeciwnik zdobywał bramkę i zazwyczaj wygrywał wysoko. Dość powiedzieć, że aż siedem meczów przegraliście trzema lub więcej bramkami. Z czego to wynika?


- Też się nad tym zastanawiam. Ostatnio rozmawiałem na ten temat z Adamem Sosnowskim, właśnie podczas ostatnich gier kontrolnych, który przyznał, że ciągle widać te same błędy. Cały czas pracuje obrona, natomiast z przodu brakuje kogoś takiego jak Patryk Tosik, czyli piłkarza, do którego można zagrać, on przytrzyma piłkę, weźmie grę na siebie, a dzięki temu druga linia ma czas, by podłączyć się do akcji. W tej rundzie takiego zawodnika nie było. A obrona w pewnym momencie po prostu pękała. Doskonałym przykładem jest ostatni mecz w Wyszkowie, gdzie mieliśmy dwie-trzy sytuacje sam na sam i nagle przeciwnik strzela bramkę. A po straconym golu drużyna całkowicie się rozsypuje. Wiem o tym i chcę nad tym pracować. Jest to też jakiś problem, tkwiący w psychice zawodników. To nie przypadek, że w meczach które wygraliśmy, jako pierwsi strzelaliśmy bramki. W okresie przygotowawczym na pewno będziemy nad tym pracować.


Tak duża liczba czerwonych kartek też była bardziej problemem mentalnym, ponieważ część z nich była po prostu np. pokłosiem dyskusji z sędziami. Wyglądało to tak, że zawodnicy w ten sposób dawali upust swojej frustracji, spowodowanej słabymi wynikami.


- Dokładnie tak. Nie było też praktycznie żadnej stabilizacji składu. Na dobrą sprawę był tylko jeden mecz, w którym zagraliśmy takim składem, jakim chciałem grać cały czas. A tak w każdym spotkaniu mieliśmy jakieś problemy kadrowe. Musiałem korzystać z juniorów, którzy nie są jeszcze przygotowani do gry w IV lidze, ale po prostu nie miałem wyjścia. Rok temu takich problemów nie mieliśmy, wtedy dzień przed meczem miałem kłopot bogactwa, kogo umieścić w meczowej osiemnastce. Teraz bałem się sytuacji, że na ławce będę miał trzech rezerwowych i wielokrotnie niemal do końca nie miałem pewności, kto zjawi się na mecz w stu procentach gotowy do gry.


Bardzo słabo w Waszym wykonaniu wyglądały też stałe fragmenty gry, czyli coś, co było Waszą główną bronią w minionym sezonie. Wiadomo, że zabrakło ich głównego egzekutora, czyli Patryka Tosika, ale czy tym można wszystko wytłumaczyć? Inna sprawa, że zwłaszcza pod koniec rundy, tych stałych fragmentów wywalczaliście bardzo mało.


- To prawda, mieliśmy dużo mniej okazji do egzekwowania stałych fragmentów. Ale też dużo mniej ćwiczyliśmy ich wykonywanie. Niekiedy frekwencja treningowa nie pozwalała na przeprowadzenie takich zajęć. Latem mieliśmy przećwiczone trzy schematy, które jednak wykonywali Patryk Tosik i Kamil Olszewski, którzy odeszli tydzień przed startem ligi. A ich następcy niestety nie byli w stanie robić tego na tym samym poziomie. Na pewno to też będziemy chcieli poprawić, bo na dobrą sprawę zdobyliśmy po stałych fragmentach tylko jedną bramkę. Pracy wymaga zresztą także gra defensywna, kiedy to przeciwnik ma rzut wolny bądź rożny.


Patrząc na ostatnie mecze rundy, można było odnieść wrażenie, że ona skończyła się dla Was nie w Wyszkowie, ale kilka kolejek wcześniej, kiedy dowiedzieliście się o walkowerze za mecz z Nadnarwianką.


- Tak, to było już takie dogorywanie. Zresztą to są komentarze samych piłkarzy, którzy zgodnie twierdzili, że "niech się to już skończy". Po meczu w Wyszkowie ktoś trafnie skomentował, że jedynym pozytywem tej rundy jest to, że się już skończyła. Byliśmy w dużym dołku psychicznym, nie chcę też mówić kto zawinił przy tym walkowerze, bo nie ma to już znaczenia. Mamy tyle punktów, ile mamy.


Wspomniał Pan, że brakowało z przodu zawodnika, na którym można by było oprzeć grę ofensywną. Patrząc na kadrę teoretycznie co najmniej trzech piłkarzy mogłoby taką rolę spełniać. Mam na myśli Adriana Kowalskiego, Bartosza Karczewskiego i Mateusza Matusiaka, który był próbowany w środku pola. Czy któryś z nich mógłby wziąć na siebie taką odpowiedzialność?


- Z Adrianem sytuacja wygląda tak: wszyscy wiemy, że dysponuje sporym talentem, ale niestety rzadko bywa na treningach i muszę otwarcie powiedzieć, że nie wkłada w to wszystko zbyt dużo pracy. Bazuje po prostu na swoim talencie. Bardzo go szanuję, to jest fajny chłopak, ale po prostu bardzo przeciętnie pracuje na treningach. Grał, bo musiał i nie miał rywalizacji. Być może mógłby spełniać taką rolę, ale najpierw musi coś zmienić w swoim podejściu i zrozumieć pewne rzeczy. Wystarczy powiedzieć, że po meczu z Wyszkowem, na tych zajęciach jakie mamy od tamtego czasu, nie widziałem go ani razu, mimo że próbowałem się z nim kontaktować. Co do Bartka Karczewskiego, to jest to dobry pomysł i też nad tym myślałem, tyle że on, podobnie jak Mateusz Matusiak, uwielbia grać bardzo indywidualnie, na co traci dużo sił. A co do Mateusza, to myślę, że ma jeszcze zbyt mało doświadczenia, by taką rolę spełniać. To jest bardzo pracowity chłopak, zarówno na treningach jak i podczas meczów, ale też jest jeszcze chaotyczny. Zrobi dużo dobrego, by za moment zanotować stratę. Mateusz na treningach wygląda naprawdę bardzo fajnie, jest pracusiem i widać, że piłka sprawia mu przyjemność. Być może w sparingach wypróbujemy również taki wariant. Przede wszystkim celem okresu przygotowawczego będzie stabilizacja składu. Będziemy grać sparingi tylko w soboty, plus jedna środa, co w sumie da osiem gier kontrolnych. To ma nam zapewnić właśnie stabilizację, żeby zawodnicy byli do dyspozycji i grali jak najwięcej w jednym składzie.


Wierzycie jeszcze w utrzymanie się w IV lidze?


- Oczywiście, że tak. Cel jest jeden. Byłbym samobójcą, gdybym pracował w sporcie i nie wierzył w to, co robię. Miałem chwile zwątpienia, ale skoro ponownie podjąłem się tego wyzwania, to będziemy walczyć do końca. W Mazowieckim Związku Piłki Nożnej nigdy nie wiadomo ile drużyn spadnie. Może być taka sytuacja, że zajęcie miejsca 13 lub 14 da nam utrzymanie. Dlatego musimy wywalczyć jak najwięcej punktów. Oczywiście wiele będzie zależało od piłkarzy, ode mnie, od frekwencji na treningach i tego, czy uda nam się wzmocnić personalnie.


A czy już są jakieś decyzje, odnośnie ewentualnych wzmocnień? Podobno jest szansa na powrót jednego z byłych zawodników.


- To prawda, prowadzimy rozmowy z Patrykiem Tosikiem, ale tu kluby muszą się dogadać. Patryk wyraża chęć powrotu, my też chcemy żeby wrócił, ale ostatnie słowo będzie należało do Błękitnych Raciąż. Jeżeli oni wyrażą zgodę, to myślę, że dojdziemy do porozumienia z samym zawodnikiem. Co do odejść, to na tę chwilę nie mam takich informacji, ale tu byłbym ostrożny, ponieważ widzę, co się dzieje. Niektórzy piłkarze nie zjawiają się na zajęciach i nie dają znaku życia. Poza tym nie wiem, jak będzie wyglądała sytuacja Piotrka Gruszczyńskiego, który ma dużo swoich zajęć w szkółce piłkarskiej i prowadzi je w godzinach naszych treningów. On zadeklarował, że zostaje, ale problem może być z jego przygotowaniem do rundy. Nie wiem też, co z Michałem Matusiakiem, bo on też nie pojawia się na treningach. A co do wzmocnień, to są jeszcze trzy nazwiska, których nie chcę jednak teraz zdradzać. Powiem tylko, że  chodzi o pozycje bramkarza, obrońcy i pomocnika.


A co z zawodnikami, którzy dołączyli do drużyny w trakcie rundy. Zostają czy ich przyjście było tylko potrzebą chwili, związaną z brakami kadrowymi?


- Myślę, że tak. Paweł Dymkowski zadeklarował, że będzie trenował i chce nam pomóc. Jest jeszcze Adam Gapkowski, ale z nim szczerze mówiąc nie wiem co będzie.


Mówi Pan, że będziecie do końca walczyć o utrzymanie. Chciałem zapytać na czym opiera Pan swój optymizm? Co by się musiało stać zimą, żeby na starcie rundy wiosennej mógł Pan powiedzieć, że ta drużyna może to utrzymanie wywalczyć?


- Po pierwsze bardzo dobrze przepracowany okres przygotowawczy. Myślę tu o realizacji tego planu, który już przygotowałem, także o frekwencji treningowej, która po prostu musi być na wysokim poziomie. W sporcie nie ma nic na skróty, nie wytrenujesz formy będąc raz czy dwa razy w tygodniu na treningu, ponieważ prędzej czy później to wyjdzie. Chciałbym też, żeby te nazwiska, o których myślę, z czterech przynajmniej trzy do nas trafiły. Wszystko jednak będzie zależało od solidnego przepracowania przygotowań. To jednak nie będzie zależne tylko ode mnie. Ja mogę obiecać, że będę przygotowany, ale reszta zależy już od piłkarzy. Zawodnicy muszą wziąć na siebie odpowiedzialność. Gdy mnie nie było przez te kilka meczów, podobało mi się, że niektórzy zawodnicy poczuli się właśnie do odpowiedzialności i zaczęli się inaczej zachowywać. Mówię na przykład o Rafale Matusiaku i Rafale Olszewskim, którzy próbowali wstrząsnąć drużyną. Po odejściu kapitana i pięciu podstawowych piłkarzy okazało się, że jest komu wziąć na siebie tą odpowiedzialność. I teraz muszą zrozumieć, że nie wszystko może być na mojej głowie, oni w równym stopniu też muszą poczuć się do odpowiedzialności.


I tego Wam życzę, dziękuję za rozmowę.


- Dziękuję również.


(rozmawiał: Kamil Żerdziewski)

Reklama

"Mamy jeden cel - utrzymać się w lidze" - wywiad z trenerem MKS Ciechanów komentarze opinie

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.




Reklama

Ogłoszenia PREMIUM

Chcesz coś sprzedać lub kupić, oferujesz usługi, szukasz pracownika lub pracy?

Dodaj swoje drobne ogłoszenie w naszym serwisie. Zapraszamy!

Dodaj ogłoszenie
Reklama
 Reklama

25 maja 2018 roku weszło w życie Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 roku tzw. RODO. Nowe prawo nakłada na nas obowiązek uzyskania Twojej zgody na przetwarzanie przez nas danych osobowych w plikach cookies

Oświadczam, iż zapoznałem sie z Polityką prywatności i zgadzam się na zapisywanie i przechowywanie w mojej przeglądarce internetowej tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie zaszyfrowanych w nich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania z innych stron internetowych, serwisów oraz parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych, w tym na profilowanie i w celach analitycznych przez ciechanowinaczej.pl, oraz ZAUFANYCH PARTNERÓW.

Administratorzy danych / Podmioty którym powierzenie przetwarzania powierzono

R4BC PL SP Z O O z siedzibą w Ciechanów 06-400, Plac Tadeusza Kościuszki 13a lok.7

Cele przetwarzania danych

1.marketing, w tym profilowanie i cele analityczne
2.świadczenie usług drogą elektroniczną
3.dopasowanie treści stron internetowych do preferencji i zainteresowań
4.wykrywanie botów i nadużyć w usługach
5.pomiary statystyczne i udoskonalenie usług (cele analityczne)


Podstawy prawne przetwarzania danych


1.marketing, w tym profilowanie oraz cele analityczne – zgoda
2.świadczenie usług drogą elektroniczną - niezbędność danych do świadczenia usługi
3.pozostałe cele - uzasadniony interes administratora danych


Odbiorcy danych

Podmioty przetwarzające dane na zlecenie administratora danych, w tym podmioty ZAUFANI PARTNERZY, agencje marketingowe oraz podmioty uprawnione do uzyskania danych na podstawie obowiązującego prawa.

Prawa osoby, której dane dotyczą

Prawo żądania sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania danych; prawo wycofania zgody na przetwarzanie danych osobowych. Inne prawa osoby, której dane dotyczą.

Informacje dodatkowe

Więcej o zasadach przetwarzania danych w "Polityce prywatności"